Stampede, czyli kapelusze na głowy!

Jest takich 10 dni w roku w Calgary, 
kiedy nie godzi się wychodzić z domu bez kapelusza kowbojskiego!
Tych 10 dni to Stampede, 
święto rodeo, na którym nie może zabraknąć żadnej szanującej się kowbojki
czy szanującego się kowboja!

Nasz pobyt przypadł właśnie na czas festiwalu.
Nie było rady, wzuliśmy kapelusze i poszliśmy zobaczyć, 
o co chodzi w tym całym zamieszaniu...

Już po drodze ćwiczyliśmy wchodzenie w rolę...


Im dalej w las, było zdecydowanie łatwiej.
W metrze w zasadzie ludzi bez kapeluszy spotkać było ciężko...




Już na wejściu zafundowaliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie ;)



Stampede to miejsce bardzo, bardzo gwarne. 
Tłoczne. Jak dla nas za bardzo.
Dlatego zwialiśmy od tych żeberek i huku karuzel i pognaliśmy do hali,
gdzie odbywał się właśnie międzynarodowy konkurs 
zapędzania owiec do zagrody.
Startowały w nim psy z całego świata!!
Zmagania jagodziutów i ich właścicieli oglądaliśmy zafascynowani!
Były naprawdę niezłe!!




Byliśmy także na zawodach w łapaniu frisbee!




Na Stampede można zobaczyć niesamowite trucki!
Zrobić sobie z takim zdjęcie to niezła gratka dla sześciolatka...



A wsiąść do takiego, to dopiero radocha!
I zamarzyć, że się jedzie na Porąbkę!



Na festiwalu prezentują się także okoliczni przedsiębiorcy.






Można poznać drogę od owcy do skarpety...


Zobaczyć, jak robi się piąte koło u wozu!



Czy poskakać w kulce w basenie...



Plus oczywiście zadać szyku w kapeluszu z przyjaciółką ze szkolnej ławy!!!
Dzięki, Basia!!!
LOVE!



Komentarze

Prześlij komentarz