Drumheller - miasto dinozaurów... i nie tylko

Basia dużo nam opowiadała o kolejnym celu naszej wyprawy, 
Drumheller.
"To miejsce, które koniecznie musicie zobaczyć! 
Nie możecie być w Albercie i nie zobaczyć tej światowej stolicy dinozaurów, 
Hoodoos, Kanionu Horseshoe czy nieczynnej od 79 roku kopalni węgla".
No fakt, nie możemy!

 Tym razem z gór ruszyliśmy w kierunku prerii
i wierzcie mi, takich połaci rzepaku, takich nieskończonych pól nigdzie nie widziałam.
Gdzie okiem nie sięgnąć, tam trawy, pola.
Drogi słabo uczęszczane.



Czasami oczom naszym ukazało się stado pasących się 
na polu krów czy koni.

Pierwszy na naszej liście był Canyon Horseshoe.
Ma kształt podkowy, stąd jego nazwa.
To obszary wyżynne, tak zwane badlands (czyli złe ziemie, nic na nich nie rośnie) 
zewsząd otoczone preriami.
Pocięte są siecią głębokich wąwozów, 
które powstały w wyniku spłukiwania okresowymi ulewnymi deszczami.



9 km dalej już znaki na Drumheller, światową stolicę dinozaurów!
Na każdym rogu stoi jakiś gad! 
Lub wisi...
Bo można je zobaczyć nawet przytwierdzone do miejskich lamp...


W miasteczku zaś najprawdziwsze, najbogatsze w okazy dinozaurowe muzeum.
Wszystkie te gadzie szczątki zostały znalezione właśnie w badlandach! 
Wykopaliskami stamtąd obdarowano wiele światowych muzeów.


Repliki gadów naprawdę są wspaniałe.
Wyglądają niezwykle przekonująco.


Świetne okazy i dostępność robią wrażenie na dużych i małych zwiedzających.



Rozpoczęła się więc seria pytań!





Przeprowadziliśmy także parę eksperymentów, 
by lepiej zrozumieć pracę paleontologów...


Można było przyjrzeć się także ich pracy na żywo!
Mrówcza robota...


Poznajcie Black Beauty (Czarna Piękność), 
to - jak widzicie - najprawdziwszy i najbardziej kompletny szkielet tyranozaura na świecie.
Kolor swój zawdzięcza wysokiemu poziomowi manganu w skamielinach, w jakich ją znaleziono. 
To on zabarwił kości.


By zrozumieć, skąd na świecie wzięły się dinozaury,
trzeba było przejść także przez tajemniczy korytarz,
za którym poznawaliśmy kolejne epoki...


Nie jest bowiem tajemnicą,
że zanim pojawił się taki tyranozaurus rex czy inny diplodok, 
że nie wspomnę o człowieku,
musiały najpierw pojawić się jednokomórkowce.
W Royal Tyrrel Museum można je było zobaczyć w baaardzo dużym powiększeniu!


W kolejnych salach zamieszkiwała już bardziej skomplikowana flora i fauna...



Nawet tata zażądał zdjęcia ze swoim ulubionym dinozaurem 
triceratopsem!


Jakby mało nam było już tych gadów,
pojechaliśmy zobaczyć ponoć NAJWIĘKSZEGO NA ŚWIECIE 
dinozaura!
Fakt, duży!


Mieliśmy też szczęście, bo okazało się, że nieopodal olbrzyma 
jest miejski park z fontannami.
Co za ulga dla upieczonego ciała!


Potem można się było na powrót oddać
przyjemności rysowania gadziny...


Czy zabawy nieco mniejszymi dinozaurami 
nabytymi w lokalnym sklepie z souvenirami ;-)




Jak się okazało, to nie wszystkie atrakcje tej okolicy.
Gdy upał zelżał i słońce zeszło nieco niżej, ruszyliśmy dalej w drogę.
Na deser zostawiliśmy sobie parę kolejnych świetnych miejsc.

Hoodoos to miejsce, którego nie można nie zobaczyć, będąc w tych stronach.
To formacje skalne, w której górna część wolniej ulega erozji i przybiera postać grzyba. 
Przybyli do Kanady Europejczycy kojarzyli je z czarną magią, 
podczas gdy Indianie wierzyli, że są to uruchomieni giganci ożywający nocą.




Nianiuś nie po raz pierwszy pokazał łatwość, z jaką pokonuje wysokości.
Ja ciągnęłam się na szarym końcu, starając się nie patrzeć w dół....



Nawet ci najmniejsi zacięcie wspinali się na górę!




Ja postanowiłam zostać na półce skalnej i podziwiać widoki...





Wspinaczka nie byłaby możliwa, gdyby pogoda była inna.
Nawet niewielka ilość wody na skałach zmienia je 
w niezwykle śliskie niemożliwe do przejścia góry. 

Odurzeni widokami, ruszyliśmy obejrzeć jeszcze starą kopalnię węgla.
Niestety była już zamknięta.


Ale co nieco zobaczyliśmy ;-)







Na koniec przeszliśmy w promieniach zachodzącego słońca przez Rosedale Suspension Bridge, 
czyli podwieszany most nad Red Deer River.
Swego czasu był używany przez pracujących tam górników.
Dziś jest jedną z atrakcji turystycznych okolicy. 
Korzystają z niego także wędkujący na rzece lokalsi
czy amatorzy pieszych wędrówek. 
Przechodząc bowiem na drugą stronę, 
można dojść do kilku ciekawych szlaków prowadzących przez Badlands.


Takie widoki z mostu na Red Deer River.






Komentarze